Powrót


Część Pierwsza


Korekta: Matyldzia. Dziękujcie jej za uratowanie waszych pięknych oczek! A ja dziękuję za wyrozumiałość.

Na środku salonu w domu Milvertonów stał wysoki, szczupły mężczyzna o surowych rysach twarzy. Był wściekły. Przed nim stała jego córka, która wyraźnie się bała.
- Jak mogłaś?! Jak mogłaś nam to zrobić?! - po tych słowach, rzucił zaklęcie Crucio na dziewczynę, która upadła na miękki dywan, czując przeszywający ból. Nie krzyczała, jeszcze miała siłę - ten ból znała już aż za dobrze. Spodziewała się kolejnej, prawdziwej awantury.
- Dopiero co nas zawiodłaś i znów to robisz! Jak śmiesz się przeciwstawiać?! Masz być posłuszna! - krzyknął znowu ojciec.
- To nie moja wina… Tiara wiedziała co robi przydzielając mnie do Gryffindoru, to znaczy, że jestem taka a nie INNA! - wiedziała, że jej słowa wywołają jeszcze większy gniew rodzica, ale musiała to powiedzieć.
- O nie moja droga! Masz być taka jak MY chcemy. Rozumiesz, MY! Jesteś tylko narzędziem do wyższych celów! - po tych słowach mężczyzna rzucił Imperio, a dziewczyna wylądowała na przeciwległej ścianie pokoju. Podszedł do niej energicznym krokiem, kucnął i przyciągnął jej twarz do swojej:
- Jeszcze jeden wybryk… Jeszcze raz coś zrobisz nie tak, a przysięgam - pożałujesz, że się urodziłaś. - po tych słowach wcisnął jej w rękę świstek papieru i dziewczyna zniknęła.
- Głupia, nieświadoma smarkula. - szepnął pan Milverton i szybko wstał.

***


Lajla wylądowała przy swoim łóżku w dormitorium. Zakręciło jej się w głowie i od razu upadła.
- Och! Matko kochana, Lajla! Co ci jest?! Obudź się! - krzyczała Lily Evans klęcząc nad koleżanką, która ocucona krzykiem powoli otwierała oczy.
- Lajla, słyszysz mnie? - dalej ciągnęła Lily podniesionym głosem.
- Och, Lily, co ty tu robisz? - powoli zaczęła się podnosić z parkietu - Nic mi nie jest, już w porządku.
- Jak ty wyglądasz? Co ci się stało? Lepiej pójdę szybko po McGonagall. - dziewczyna wstała i ruszyła w stronę drzwi. Zatrzymał ją krzyk Lajli:
- Nie, nie rób tego! Proszę Lily, nie mów nikom… Sama zaraz doprowadzę się do porządku. - dodała pewnie.
- Ale czemu nie chcesz, żeby ktoś ci pomógł?
- Po prostu nie chcę i już. Pomożesz mi wstać?
- No jasne. Przydałby ci się co najmniej eliksir wzmacniający. Na początek może się połóż.
- Poradzę sobie, dziękuję bardzo. - odpowiedziała stanowczo Lajla.
- Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz. Trzeba ci pomóc i ja to zrobię. Nie ruszaj się z stąd, ja spróbuję załatwić eliksir.
- Lily! Niczego nie musisz załatwiać i proszę cię nie mów nikomu, co tutaj widziałaś. Mam eliksiry i sama sobie pomogę. Jedyne, co możesz dla mnie zrobić to zostawić mnie samą. - ostro stwierdziła Lajla.
- Ale jakbyś czegoś potrzebowała…
- Proszę, wyjdź. - ucięła jej krótko.
Evans odwróciła się i ruszyła do drzwi, zostawiając koleżankę zgodnie z jej życzeniem samą. Lajla sięgnęła do kufra i wyciągnęła z niego flakonik z eliksirem. Wypiła go, wzięła kąpiel i położyła się spać.
Kiedy się obudziła, stwierdziła ze zdziwieniem, że jest kilka minut po osiemnastej.
- No tak w końcu dziś sobota, ponoć taki piękny dzień… - mruknęła pod nosem.
Postanowiła wstać i iść do biblioteki, żeby chociaż spróbować się trochę pouczyć. Jednak gdy tylko wstała z łóżka, tak jej się zakręciło w głowie, że musiała z powrotem usiąść. „Jaka ja jestem głupia - oberwałam takimi zaklęciami, że nie ruszę się przez cały następny dzień. Mimo wszystko muszę odrobić zadania i się pouczyć transmutacji… Położę się jeszcze na chwile i wstanę koło dwunastej” pomyślała Lajla.

***


Sześć minut po północy Lajla wolno schodziła do Pokoju Wspólnego. Nie zamierzała wybierać się do biblioteki, tylko pouczyć się z książek, które zostawiła rano w Pokoju Wspólnym. Kiedy była już prawie na samym dole odezwał się głos:
- Witam, witam. Mało kto decyduje się na siedzenie we Wspólnym po północy. - zza oparcia fotela beztrosko stwierdził jej tajemniczy rozmówca.
- A co cię to obchodzi?! - warknęła Lajla, która kompletnie nie spodziewała się zastać tutaj kogokolwiek o tej porze. Nie chciała z nikim rozmawiać, była zmęczona, a musiała jeszcze się pouczyć. Nie miała najmniejszej ochoty uczyć się z kimś, a w takim razie niechybnie czekała ją cała niedziela na książkami, ponieważ intruz ani myślał dać jej spokoju.
- Coś ty taka nie w sosie? - odpowiedział pytaniem chłopak i odwrócił się do dziewczyny. Ta niemiło się zdziwiła - chłopak był niesamowicie przystojny: miał długie czarne włosy opadające na oczy, delikatne rysy twarzy, miły uśmiech i był dobrze zbudowany. Jednak Lajla z ciągle obojętną miną skierowała się wolnym krokiem do stolika w najdalszym kącie pokoju.
- Hej piękna, odezwij się. Słyszałem, że jesteś nowa. Nie często przyjmują tu kogoś do starszych klas. - chłopak próbował podtrzymać rozmowę. Ostatnia szansa na nawiązanie jakiegokolwiek kontaktu - kiedy Lajla chcą nie chcąc najkrótszą drogą przechodziła obok niego, została od razu wykorzystana. Energicznym ruchem chwycił ją za rękę. Zobaczył lęk w jej oczach i niemą prośbę o zostawienie w spokoju, po czym usłyszał:
- Co ty robisz? Ej, puść mnie!
- Jestem Syriusz Black, a ty?
- Z tych Blacków? - spytała, a raczej stwierdziła Lajla z wyrzutem.
- Tak, z tych…
- Jesteś taki sam jak oni wszyscy! - krzyknęła przerywając mu, ciągle próbując wyrwać się z uścisku. Jednak silny opór Syriusza, tak ją osłabił, że chwiejąc się opadła na fotel.
- O matko, przepraszam! Nie chciałem… - ze skruchą powiedział Syriusz. - Ja chciałem ci tylko wytłumaczyć, że nie jestem taki jak reszta mojej rodziny. - podał jej rękę z chęcią pomocy, lecz ona odtrąciła ją i wstając o własnych siłach, rzuciła zdenerwowana:
- Myślisz, że mnie to coś obchodzi?! Jestem już tu zdecydowanie za długo. Accio książki!
I kiedy wszystkie wylądowały już w jej rękach, odwróciła napięcie się i najszybciej jak mogła skierowała się do dormitorium szepcząc:
- Nie myśl… Nie myśl dziewczyno…
Syriusz opadł z powrotem na fotel. Nowa dziewczyna zdecydowanie go fascynowała, chciał ją koniecznie poznać. Było w niej coś co go pociągało, coś szczególnego… innego niż w tłumie jego wielbicielek. No i jeszcze to wymowne spojrzenie. Jej oczy mówiły tak wiele...


Proszę o komentarze i klikanie na buttony w menu po prawej. Pozdrawiam!

lajla-milvertone 2005-03-08 19:30:12
skomentuj (12)
***
Szablon and picture by Squatine
for Szablony